Dawniej, leasing był formą kredytu lub pożyczki, po skończeniu którego auto stawało się własnością leasingobiorcy. Szalone oferty producentów samochodów sprawiły, że ludzie co raz częściej zaczęli oddawać poprzedni samochód, celem rozliczenia go z nową umową leasingową. Tak z formy pożyczki, weszliśmy w nową formę leasingów o charakterze najmu. Oznacza to, że po zakończonym leasingu jest w prawdzie opcja wykupu, jednak większość użytkowników wybiera opcje zwrotu i nabycia nowego pojazdu. Wtedy miesięczna rata jest dużo niższa, natomiast wykup mniej więcej odpowiada wartości rynkowej auta. Dlaczego w ogóle o tym piszemy?
Ta zmiana charakterystyki użytkowania i traktowania przedmiotu leasingu, doprowadziła do sytuacji, w której użytkownik za bardzo nie wychyla się w kwestii eksploatacji i robi tylko to, co według zaleceń producenta powinno być zrobione. Jak możecie się domyśleć, nikt nie bierze w leasing auta, aby stało pod domem. Jest całkowicie odwrotnie, auta w trakcie trwania najmu robią dziesiątki tysięcy kilometrów, by na koniec po 4 latach oddać auto z przebiegiem 200 tyś lub więcej. W końcu auto musi zarabiać na siebie, a nie zdobić miejsce parkingowe.
Współcześni producenci pojazdów zalecają wymianę oleju co 20-30 tyś km, w zależności od marki. To takie absolutnie minimum do utrzymania gwarancji. Zatem jeśli minimum, to nie ma sensu robić nic więcej. Nie będziemy teraz robić wywodu na temat konstrukcji współczesnych jednostek napędowych oraz ich potrzeb, ale żeby artykuł miał wciąż jakiś sens, ustalmy że wymagania są "nieco" inne.
Dzisiejszy artykuł został zainspirowany naszymi dwoma klientami, którzy prosili nas o opinię na temat aut poleasingowych. Pierwszym była Skoda Superb z 2.0 TSI, drugi to BMW X3 z 2-litrowym dieslem. Oba auta pochodzą z 2020 roku. Skoda ma na "szafie" blisko 200 tyś km, BMW natomiast koło 115 tyś km. Pierwszą na tapet wzięliśmy Skodę. Jeszcze za nim sprawdziliśmy historię serwisową wozu, dokładnie wiedzieliśmy, że 2-litrowe turbodoładowane benzyny z grupy VAG to fajne, elastyczne jednostki, ale trzeba o nie dbać. Po wpisaniu numeru VIN do programu producenta, wyskakuje nam dosłownie kilka rekordów, każdy co 30 tyś km, a jeden nawet o interwale wynoszącym 36 tyś km. Poza wymianą oleju i filtrów, raz zdarzyła się wymiana klocków i tarcz. Przyznać należy, że jak na 4 letnie auto, z przebiegiem w okolicy 200 tyś km, to tak skromnie to wygląda. A co z serwisem skrzyni biegów? Może tu zastosowano olej o nieskończonej żywotności? Oczywiście żart :)
Wiecie co jest w tym wszystkim najbardziej przykre? Ten samochód prędzej czy później na pewno się sprzeda, bo wiek + cena robią robotę, tylko co dalej? Wypadało by zrobić rozrząd, podstawowy serwis, w tym wymianę oleju w skrzyni biegów. Generalnie nie będąc jakimś turbo specjalistą w dziedzinie motoryzacji, domniemywać należy, że ten samochód niebawem zacznie się po prostu "sypać". Ten przejeżdżony olej ma niestety destrukcyjny wpływ między innymi na turbosprężarkę czy odkładanie się nagarów w samym silniku. Natomiast jeśli chodzi o skrzynię biegów przy takim przebiegu, zupełnie nie wiemy jak ona zareaguje na wymianę oleju. Niestety może dojść nawet do sytuacji, że auto przestanie ładnie zmieniać biegi i zaczną się problemy z szarpaniem lub przeciąganiem biegów. Ten problem nie dotyczy samej Skody czy ogólnie grupy VAG, tylko wszystkich automatów. Serwis przekładni powinien być robiony co 50-60 tyś km. Nagromadzone w oleju opiłki czy ścier z tarcz sprzęgła, zapychają filtry i zaburzają pracę mechatroniki. Ktoś by powiedział, że "straszymy" klienta i z góry odradzamy zakup. Nie, my jesteśmy od tego aby na podstawie zgromadzonych informacji w książce serwisowej, ocenić stan techniczny i potencjał auta. Tak czy siak na wnioski przyjdzie czas na koniec tego artykułu.
Czas na drugie auto. BMW X3, 2.0 diesel, 2020 rok, 115 tyś km. Co tutaj nam wyskoczy w historii serwisowej? Przekonajmy się!
Podobnie jak w przypadku Skody, tu również poprzedni właściciel ograniczył się wyłącznie do zaleceń producenta, czasem nawet lekko przekraczając te zalecenia. Generalnie olej wymieniany co 22-26 tyś km, zero informacji o serwisie skrzyni biegów. W przypadku tej 2-litrowej jednostki, olej ma ogromny wpływ na pracę rozrządu. Zużyty olej będzie niekorzystnie wpływał na pracę napinacza hydraulicznego i wyciągał łańcuch, co na pewno skróci jego żywotność. Po historii serwisowej wnioskujemy, że był na pewno wymieniany płyn hamulcowy, wymieniane hamulce z przodu oraz tyłu.
Podkreślić należy, że my oceniamy wyłącznie warstwę mechaniczną obu pojazdów. Nie możemy się ustosunkować do kwestii wizualnych, czyli blacharsko-lakierniczych, bo takich informacji nie posiadamy. W obu przypadkach historia serwisowa wygląda po prostu niekorzystnie i może stanowić najsłabszy punkt obu zakupów. Zakup jest obarczony ryzykiem wysokich kosztów w przyszłości, chociaż w przypadku BMW, dostajemy dodatkową gwarancję na kolejne 2 lata. Czy to przekona nowego nabywcę? A może będzie ważnym aspektem w kwestii negocjacji ceny? O tym przekonamy się za kilka dni :)
Podsumowując, przykład naszych dzisiejszych bohaterów pokazuje, że auto poleasingowe nie jest gwarantem żadnej jakości. Dostajemy tak naprawdę kilku letnie auto, ze słabą historią serwisową, opatrzone znaczkiem dilera. Z pespektywy sprzedawcy, to bardzo fajne auta, w końcu zarabia na ich sprzedaży. Natomiast z perspektywy zewnętrznego serwisu, nie wygląda to już tak kolorowo. Gdyby decyzja zakupowa była w naszych rękach, obie propozycje zostały by odrzucone z uwagi na brak dostatecznie dobrej historii serwisowej. W swojej opinii nie jesteśmy oczywiście obiektywni, bo na pewno są też takie auta, które po okresie leasingu mają znikome przebiegi i ich stan jest zdecydowanie lepszy. Jak wcześniej wspomnieliśmy, zbudowaliśmy artykuł w oparciu o dwa auta, które zainteresowały naszych klientów. Pamiętajcie, że jeśli planujecie kupić swój wymarzony samochód, koniecznie sprawdzajcie historię serwisową, bo w przypadku nowszych aut, naprawy mechaniczne mogą być bardzo drogie.
MLP Serwis